piątek, 21 marca 2014

Zamiast.

Zamiast cieszyć się wiosną, słonkiem i tym, że jest u nas już 20 stopni, że jutro przyjeżdża do mnie Ivonn i wybieramy się na spotkanie robótkowe, że z Natką i Cyrylem lepiej, to sie martwię.
Zmartwienie jest wielkie. Z Zuzia naszą pierwszą najstarsza kotką jest bardzo źle.
Zuza ma ponad 11 lat. 30.03 minie 11 lat jak z nami mieszka, choć znałyśmy się wcześniej.
Zuza została znaleziona przez kolegę koło mojej byłej pracy 8.02.2013 roku. Jakiś "człowiek" wywalił kociątko w zaspę. Jednak kocie anioły nad nią czuwały, bo kolega wyszedł zapalić i wyjątkowo poszedł na drugą strone budynku. Wrócił z kotekiem. Zziębniętym, głodnym i bardzo chorym. Zuzka miał tak chore gardło, że nie była w stanie wydać z siebie dżwięku. Ile wtedy mogła mieć nie wiem, może 2, może 3 misiące.
Udało się Zuzę podleczyć. I miało być pięknie, ale...
W ciagu dnia koteczka była z nami w pracy, a po południu zostawała na ciepłej klatce schodowej, bo w firmie był alarm. Ale była bezpieczna. Nad naszą firmą były mieszkania. Jedno z nich wynajmowala dziewczyna, która zaczęła brać Zuzke do siebie. Koteczka bardzo ją pokoachała. Spała z nia w łóżku, jak usłyszała jej głos to pędziła aż się kurzyło. A tu raptem panna się wyprowadza i mówi, że nie może kota zabrać ze sobą i że od początku to wiedziała. Zabić to mało wrrr...
Nie muszę Wam mówić jak Zuza była smutna, osowiała. Ona nie z tych co lgną do każdego człowieka.
Pewnego dnia mój mąż (wtedy przyszły) przyjechał żeby mi coś w kompie pomóc ustawić. Przyszła Zuzka, wskoczyła Mu na kolana (ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, bo u nas na kolanach siedzieć nie chciała) i spojrzała w oczy. I tak w ciągu sekundy mój Mąż był kota. Usłyszałam tylko jedno pytanie :"Weźmieny kota?"
Czekaliśmy na koniec remontu w naszym mieszkaniu, więc Zuzka musiała poczekać jeszcze kilka dni.
Dogadała się z moim psem, po ponad roku nastapiło pierwsze dokocenie, potem dopsienie, a po przeprowadzce na wieś kolejne i kolejne dokocenia. Jedne na stałe inne na tymczas...
W mieście mieszkaliśmy na 4 pietrze, w centrum, więc nie było mowy o wychodzeniu. Na wsi Zuza odkrywała uroki włóczęgostwa, ale zawsze z umiarem i nie za daleko od domu.
Już od jakiegoś czasu widzieliśmy, że kicia się nam starzeje. Pisałam niedawno, że miała badania. Dostała leki. Od paru dni miała gorszy apetyt, a wczoraj zwymiotowała 2 razy i zaczęła się słaniać (dosłownie). Oczywiście pojechalismy do weta. Miala obnizoną temperaturę, jest odwodniona i strasznie słaba...
Dostaje kroplówki, wczoraj Wojtek (nasz wet - czy ja już pisałam, że Oni (klik) są cudowni?) dał jej leki i najważniejsze to kota dogrzewać.
Grzeje się na oknie, na podusi
Tu tez zrobiłam jej kroplówkę. Po prostu nienawidzę wbijania igieł i zwykle robi to mój Mąż, ale...
Mańka czuwa z drugiej strony okna.

Serce mi się ściska jak na nią patrzę. Wczorajszy wieczór spędziłam trzymając ją zawiniętą w koc na kolanach.
Aż się boję myśleć...

49 komentarzy:

  1. :(( To smutne, bolesne, ale czasem musimy pozwolić im odejść... Jestem z Tobą kochana Johano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, zle jakoś nie umiem poddać się bez walki.
      Dziękuję Gosieńko

      Usuń
  2. O boże to bardzo Ci współczuję. Biedna kicia. Trzymam za nią kciuki żeby poczuła się lepiej.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne. Kciuki bardzo sie przydadzą.

      Usuń
  3. Asiu, tak mi przykro. Trudno Cię pocieszyć w tej sytuacji...
    A jaka jest diagnoza, co tak osłabiło koteczkę?
    Przytulam Cię z daleka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diagnozę dałoby sie postawic po kolejnych badaniach, ale nie udało nam się dziś pobrać krwi :(.
      Poprzednie wyniki wykazały nieznaczne podwyższenie parametrów nerkowych. Miałe tez biegunki co jakis czas i podejrzenie pada na wirus... Ot z nerwów zapomnialam jaki.
      Dzięki za wsparcie

      Usuń
  4. Niestety, każdy wiek ma swoje prawa, ale trzymam kciuki za zdrowie koteczki, wszak koty mają 9 żyć prawda? Trzymajcie sie ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tak, ale skąd wiedzieć które to jej życie?

      Usuń
    2. Na pewno swoje pierwsze prawdziwe i godne zaczęła jak spotkała Was, więc jeszcze trochę jej zostało szans :)

      Usuń
    3. Dziękuję za dobre słowa. Walczymy dzielnie.

      Usuń
  5. Rozumiem co czujesz i bardzo współczuję koteczce i Tobie. Trzeba miec nadzieję,że jeszcze będzie dobrze,bardzo Ci tego zyczę.Trzymam kciuki a Frania pazurki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadzieje mamy, ale nikłą, niestety. Nie odpuszczamy jeszcze, ale...
      Dziękuję za słowa otuchy.

      Usuń
  6. Joasiu-tak radośnie ,kolorowo,wiosennie było u Ciebie,a dziś tak bardzo smutno.Jest mi ogromnie przykro.

    OdpowiedzUsuń
  7. to są właśnie skutki kochania:)ja też się tego boję,czasem pomyślę ,że Franek ma już ponad 10 lat i trzy prawie zgony to cierpnie mi skóra:)ludzie odchodzą,odchodzą i zwierzaki:)bardziej boli jak były członkami rodziny:)pozdrawiam cieplutko i trzymam kciuki:))może to chwilowy kryzys:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nasi futrzaści przyjaciele żyją zbyt krótko...
      Walczymy.
      dzięki za wsparcie

      Usuń
  8. Mam psa Zuzię w tym samym wieku. Będę mocno trzymać kciuki za kocurkę, bo wiem jak trudna jest myśl o odejściu.. ale trzeba walczyć i pozytywnie myśleć. wysyłam milion uśmiechów!:)
    p.s. wszystkie Zuzie są taaakie słodkie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj słodkie Zuzie, słodkie :)
      Staramy się mysleć pozytywnie. Tym bardziej, że własnie Zuzia troszkę zjadła :)

      Usuń
  9. Martwię się, trzeba mieć nadzieję i wierzyć w mądrość lekarzy,
    ściskam,
    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie to robimy wbrew lekarzom, ale chcemy dac jej szansę.
      dzięki

      Usuń
  10. Trzymaj się Jo, ślę dobre myśli z Kalinowa!

    OdpowiedzUsuń
  11. a może zarażony kleszcz
    ja dziabnął , bo jak z nerkami cos się tak szybko dzieje to mi pachnie inwazją pierwotniaka po ukąszeniu kleszcza
    koty są silne , da rade ,a 11 lat to jeszcze nie duzo , moja koteczka była ze mną 18 lat
    trzymam kciuki za powodzenie kuracji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed kleszczami zabezpieczona, ale będe pamiętać.
      Dziękuję

      Usuń
    2. mój pies tez był zabezpieczony , bo pilnuje tego , gdy zachorowała byłam pewna ze to coś innego , badania wykazały pierwotniaka

      Usuń
    3. No tak, te paskudy uodporniają się na środki zabezpieczające...

      Usuń
  12. Jejku, nie zazdroszczę.Wiem co przeżywasz, bo kiedyś to przechodziłam i niestety z przykrym finałem. U mnie za to dzisiaj radość, bo mój Książe po raz pierwszy buszował w ogrodzie i wygląda na to, że nie ma znaku po wypadku. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę sie bardzo, że Książę ma się dobrze :)
      Dzięki za dobre słowa.

      Usuń
  13. Biedna Kicia, a Ty razem z nią :( Dobrze wiem przez co przechodzisz, najpierw musiałam pożegnać się z Selmą I, a teraz z naszym Kingiem (w tym roku skończy 16 lat) nie jest najlepiej. Najgorsze jest to, że ciężko pomóc takiemu zwierzakowi, bo nie powie nam, co go boli, co by chciał itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, widać tylko, że cierpi, że coś jest nie tak...

      Usuń
  14. Aż mi się łezka zakręciła :-( Ale musisz myśleć pozytywnie, Zuza jest pod najlepszą opieką i po prostu musi być dobrze! Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  15. Bidusia. Tak mizernie wygląda :(
    Szkoda jej bardzo; 11 lat to dla kota dopiero połowa życia...
    Jeśli to nerki, to może być różnie :(
    Trzymam jednak kciuki, bo zawsze jest nadzieja, że będzie dobrze, ze wyjdzie z tego. Pozdrawiam! I kciuki za Zuzię :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciężko jest pozwolić odejść tym, których się kocha.

    OdpowiedzUsuń
  17. Tez jestem z Toba, badz dzielna, i prosze badz dobrej mysli, tez przezywam takie rozterki, moja psina za 3 miesiace skonczy 15 lat, u mnie jest od ponad 8 lat i jest psem po mojej Mamie, tez czasami o niej mysle, ze oddejdzie , ale mysle, ze pojdzie do nich , do mojej Mamy do nieba,trzymaj sie, jestem z TOBA, duzo zdrowia dla koteczki, pa, ania

    OdpowiedzUsuń
  18. No i płaczę. Nie, ryczę!... :(
    Trzymaj się Asieńko, może to tylko gorsze dni. Oby... :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Trzymam kciuki, żeby było dobrze, myśmy 2 lata temu pożegnali psiaka, potem rok bez zwierzątka i teraz mamy koteczkę, niech Wasza się wyliże :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wyjdzie z tego! 11 lat to jeszcze nie starość. Trzymaj się!!!

    OdpowiedzUsuń
  21. Bidulka... 11 lat to jeszcze nie jest czas na pożegnanie. MUSI z tego wyjść :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. jak Zuzia? czy chociaz troszke lepiej?

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo wspolczuje ci, jestem z TOBa, mysle o Tobie, juz jest w lepszym swiecie, trzymaj sie dzielnie,pozdrawiam, ania

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że do mnie zaglądasz i pozostawiasz ślad. :)