Serdecznie dziękuję Wam za wsparcie pod poprzednim wpisem.
Wiem, że czasem jest taki czas... Tym razem jednak zniosłam go marnie. Czyżby zmęczenie materiału? ;)
Nic to! Staram sie zbierać, składać i ogarniać.
Nawet, nawet mi to idzie. :) Wspieram się mądrą literaturą, o której napiszę Wam innym razem.
Mam trochę pomysłów na zmiany na blogu, ale te muszą poczekać chwilkę. Są ważniejsze sprawy.
Chciałam Was zaprosić do wsparcia akcji Postawmy Wiktorię na Nogi. Akcja z "mojego podwórka" i pewnie dlatego bliska sercu. A wiem, że Wasze serca otwarte i wielkie...
Z góry dziękuję :)
Przy tym z czym codziennie zmaga sie mała Wiktoria i jej bliscy moje kłopoty to betka. A Witkoria się cieszy życiem! Nic tylko się od Niej uczyć. Czasem trzeba spojrzeć na wszystko z innej perspektywy żeby się poukładało na własciwe miejsca.
Po maleńku wracam do dłubania, ale jeszcze ostrożnie i z przerwami, bo jak za długo dziłam to ręka się odzywa.
Nowe prace czekają na fotki więc coś starszego. Etui na okulary, które trafiło do koleżanki mojej Mamy.
Wierzch.
I spód.
Przepraszam, że jeszcze mnie nie ma u Was na blogach. Po prostu troszkę brakuje mi czasu. Ale pewnie wkrótce i tam sie pojawię.
Słonka Wam życzę :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podziekowania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podziekowania. Pokaż wszystkie posty
środa, 2 lipca 2014
niedziela, 30 marca 2014
Nie nudzę się
Ale najpierw dziękuję Wam serdecznie za wsparcie! Macie o mnie tak wysokie mniemanie, że aż sama zaczynam o sobie lepiej mysleć. Jednak zawsze rodzi się pytanie czy nie mogłam zrobić więcej, wcześniej zareagować, coś zauważyć itp? Pytania bez odpowiedzi... Tak mi się, z poczucia bezsilności ulało, z tym bezsensem zbierania koteczków. Wiem, że pomaganie ma sens choćby tylko na chwilę miało być im dobrze. Wiem, że jak znajdzie się kolejna bieda (a za niedługo będzie wysyp kociaków), to rzucę wszystko i polecę ratować w miarę swoich możliwości. Pewnie jeszcze nie raz nie uda mi się wygrać z chorobami, zabiedzeniem. Ale każdy uratowany kotek to jedno nieszczęście mniej. Wiem na co się piszę, ale jak się nie udaje, to ta świadomość nie sprawia, że jest łatwiej, że mniej boli. Niesamowita jest jednak świadomość, że tylko dobrych serc jest blisko, nawet jak fizycznie jesteście daleko. Choć tak naprawdę nie umiem wyrazić słowami tego co czuję czytająć Wasze komentarze. To naprawdę wielkie szczęście mieć Was przy sobie :).
Z serca DZIĘKUJĘ!
Próbuję się ogarnąć, otrząsnąć. Wszystkie moje plany dnia itp, więły w łeb. Trzeba znów wrócić na dobre tory. Oby mi się to szybko udało.
Futra bardzo dbają żebym się nie nudziła, żebym nie miała czasu na płacze. Jakby chiały powiedzieć "My jesteśmy z tobą, zajmij się nami".
Wczoraj rano znów pędziliśmy do wetów, bo Mitusi leciała z noska krew. Cyryl znów ma kłopoty z okiem, więc też pojachał.
Mitka miała wcześniej troszkę kataru, więc nie wiemy czy to podrażnienie, czy też nie daj Boże, zjadła jakąś podtrutą mysz. Dostała wit. K, antybiotyk i inne leki. Wczoraj wszystko było OK. Dziś też jest dobrze. Mam apetyt i dobry nastrój. Ona nie jest pieszczochem, a wczoraj domagała się głaskania. Trochę jej się nie podobało, że jej na dwór nie puszczamy, zwłaszcza jak się wypogodziło.
Cyryl miał kiedyś (jeszcze znim się do nas przeprowadził) rozrwaną 3 powiekę zapewne w wyniku jakiejś bitwy kociej. Jest po operacji, ale przy każdym podrażnienu ma kłopoty z tym oczkiem. Dajemy krople i już widać poprawę.
Frogi postanowił pospać w nietypowej pozycji, a co! Wszak trzeba państwa rozweselić.
Koliś i Gusia urządzili całe przedstwienie pt :"Bitwa"
Maćka po raz kolejny postanowiła pomóc mi w opiece nad synem.
I jak tu się nie usmiechnąć?
Życzę Wam cudownej niedzieli :)
Etykiety:
koty,
podziekowania,
rozmyślania
sobota, 15 marca 2014
Kolejny raz...
... moje plany weekendowe wzięły w łeb. Tym razem dopadło mnie paskudne przeziebienie. Wczoraj miałam nawet "goraczkę" 37,5. Przy takiej temperatrze mnie wycina, bo ja noramlnie mam troche obiżoną ciepłotę ciała. Oziębła jestm, znaczy się ;).
Na razie piszę z pieleszy. Musze się wykurować szybko, bo mąż w poniedziałek wyjeżdża na tygodniowa delegację. Nie ma wyjścia muszę być zdrowa.
Odłożyłam więc wszelkie plany sprzataniowe, pieczeniowe, ale podzielę sie z Wami fajnym przepisem na szybkie bułeczki.
Angielskie bułeczki na śmietanie (przepis pochodzi z książki Muffiny o której pisałam tu i tu )
Lekko słodkawe w sam raz na podwieczorek lub drugie śniadanie.
Składniki:
250g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka suchych drożdzy
szczypta soli
3 łyżeczki cukru
75g masła
140ml kwaśniej śmietany
1 łyżka octu
jajko
Mąkę mieszamy z proszkiem, drożdżami, sola i cukrem. Dodajemy masło i widelcem robimy kruszonkę. Dodajemy śmietanę i ocet. Mieszamy i zagniatamy dość twarde ciasto.
Na postpanej maką stolnicy dłońmi formujemy palcek grubości ok 2 cm. Szklanką lub okrągła foremką wycinamy bułeczki. I tak do wyczerpania ciasta. Samrujemy bułeczki rozmaconym jajkiem.
Piekarnik rozgrzewamy do 210 stopni (190 z termoobiegiem).
Bułeczki pieczemy ok. 15 minut. Jeszcze ciepłe smarujemy konfiturą lub/i masłam (solonym).
My jedliśmy z masłam i solą. Na zimno też samkowały.
Na drugi raz chyba nie bede sie bawiła w wycinanie, tylko uformuję bułeczki ręcznie.
Smacznego!
Dziękuję bardzo za troskę i pytania o rekę. Już w zasadzie się zagoiła i prawie nie pamietam, że kot mnie pogryzł ;).
Mam tez dobre wiesci o Nastusi. Dziewczyna sie uaktywniła. Pcha sie na dwór i to tak, że musimy jej pilnowac żeby nie uciakła. Wypuszczamy ja pod kontrolą. Grzeje sie wtedy na słonku.
Ale też robi sobie wycieczki po ogrodzie i jak odchodzi za daleko, to zawracam ją. jest jeszcze osłabiona i boję sie, że mogłaby nie uciec przed psem czy obcym kotem.
Nie wiem czy ona jednak nie oberwała autem, bo czasem troszkę się zatacza, zarzuca tyłem. Futerko też jej się poprawia. Gubi te zfilcowane kępki futra. Chyba zrobimy ogłoszenia i rozwisimy po wioskach okolicznych, bo może ktoś po niej płacze. Oczywiście nie miałabym nic przeciwko zeby została z nami. Z drugiej strony była bardzo zanidbana. Takie zaniedbanie nie powstaje w ciagu tygodnia... Mam mieszane uczucia. Co radzicie?
Pięknego weekendu życzę!
wtorek, 11 marca 2014
Kotów mi przybyło :)
Za sprawą pieknej torby, którą dostałam od Mamy na Dzień Kobiet :)
Cudna, prawda? I te myszki :)
Chcialam Wam bardzo podziekować za wszystkie wpisy pod poprzednim postem i maile. Tyle osób martwiło sie o mnie, tyle mądrych rad dostałam. Specjalnie dla Was moje krokusy :)
Dziękuję z całego serca!
Spieszę donieść, że goi się "jak na psie" ;). Już w sobotę wieczorem próbowłam robić na drutach. Szło kiepsko, ale w niedzielę już całkiem, całkiem. Byłam też na zastrzyku przeciwtężcowym.
Wpadam dziś tylko na chwilkę, bo jednak musiałam trochę spraw odpuścić przez te 3 dni i teraz nadrabiam zaległości domowe.
Cudowności Wam życzę :D
Cudna, prawda? I te myszki :)
Chcialam Wam bardzo podziekować za wszystkie wpisy pod poprzednim postem i maile. Tyle osób martwiło sie o mnie, tyle mądrych rad dostałam. Specjalnie dla Was moje krokusy :)
Dziękuję z całego serca!
Spieszę donieść, że goi się "jak na psie" ;). Już w sobotę wieczorem próbowłam robić na drutach. Szło kiepsko, ale w niedzielę już całkiem, całkiem. Byłam też na zastrzyku przeciwtężcowym.
Wpadam dziś tylko na chwilkę, bo jednak musiałam trochę spraw odpuścić przez te 3 dni i teraz nadrabiam zaległości domowe.
Cudowności Wam życzę :D
Etykiety:
ogrodniczo,
podziekowania,
prezenty
sobota, 16 listopada 2013
Coś pysznego do niedzielnej kawy
Jak znalazłam ten przepis na tartę z karmelizowanymi jabłakmi i zobaczyłam zdjęcia to wiedziałam, że muszę natychmiast upiec to ciasto.
Rustykalna tarta to jest to! Polecam gorąco! Pachnąca, aromatyczna w sam raz na jesienne dni. Pyszna jeszcze ciepła, ale zimna też smakuje.
Robi się ją szybko i szybko znika.
Ponieważ zawsze muszę coś po swojemu zrobić więc powstały jeszcze 2 wersje:
Z karmelizowanymi bananami (4 duże)
I z karmelizowanymi gruszkami (ta nas trochę rozczarowała, ale może to kwestia gruszek)
Zgodnie uznaliśmy, że ta z jabłakmi najlepsza. Samo ciasto jest idealne i myślę, że wypróbuję je też do innych kruchych wypieków.
Bardzo się cieszę, że spodobał Wam sie pomysł spisywania Małaych Szczęść. Może chwile spędzone przy pieczeniu, a potem zjadaniu tej tarty też do nich zaliczycie? U nas tak było :)
Szczególne podziękowania dla Anki Wrocławianki, która postanowiła rozpropagować ten pomysł i napisała o nim u siebie na blogu. Zapisuję to na moją dzisiejszą listę Małych Szczęść :D I Wasze przemiłe komentarze pod poprzednim postem i to, że zajrzało do mnie kilka nowych koleżanek i nasz spacer z synkiem który uczy się chodzić - prowadzilismy Go za rączki :) Taki Mały Krasnal pomiędzy nami dreptał dzielnie :) I wspólna poranna kawa z mężem i nowy dziurkacz i koci przekładaniec w koszyku - ciepluski i mrczący :) I... Oj mogłabym tak jeszcze długo wymieniać.
Jeśli macie ochotę podzielić się ze mną swoimi szczęściemi to piszcie.
Smacznego i szczęśliwej niedzieli!
Rustykalna tarta to jest to! Polecam gorąco! Pachnąca, aromatyczna w sam raz na jesienne dni. Pyszna jeszcze ciepła, ale zimna też smakuje.
Robi się ją szybko i szybko znika.
Ponieważ zawsze muszę coś po swojemu zrobić więc powstały jeszcze 2 wersje:
Z karmelizowanymi bananami (4 duże)
I z karmelizowanymi gruszkami (ta nas trochę rozczarowała, ale może to kwestia gruszek)
Zgodnie uznaliśmy, że ta z jabłakmi najlepsza. Samo ciasto jest idealne i myślę, że wypróbuję je też do innych kruchych wypieków.
Bardzo się cieszę, że spodobał Wam sie pomysł spisywania Małaych Szczęść. Może chwile spędzone przy pieczeniu, a potem zjadaniu tej tarty też do nich zaliczycie? U nas tak było :)
Szczególne podziękowania dla Anki Wrocławianki, która postanowiła rozpropagować ten pomysł i napisała o nim u siebie na blogu. Zapisuję to na moją dzisiejszą listę Małych Szczęść :D I Wasze przemiłe komentarze pod poprzednim postem i to, że zajrzało do mnie kilka nowych koleżanek i nasz spacer z synkiem który uczy się chodzić - prowadzilismy Go za rączki :) Taki Mały Krasnal pomiędzy nami dreptał dzielnie :) I wspólna poranna kawa z mężem i nowy dziurkacz i koci przekładaniec w koszyku - ciepluski i mrczący :) I... Oj mogłabym tak jeszcze długo wymieniać.
Jeśli macie ochotę podzielić się ze mną swoimi szczęściemi to piszcie.
Smacznego i szczęśliwej niedzieli!
Etykiety:
kulinaria,
podziekowania,
rozmyślania
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























