Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 lutego 2015

No pięknie!

Dzień dobry wszystkim!
Jeśli jakimś cudem jeszcze o mnie nie zapomnieliście, to serdecznie dziękuję :D.
Sądząc po moim poprzednim poście moglibyście pomyśleć, że się zadumałam na dobre ;). Dumałam sporo, ale bez przesady. Po prostu znów u nas sporo zmian, synuś jest mocno aktywny i ciekawski, a doba jakoś nie chce być dłuższa, niestety.
Piszę do Was w ten cudownie słoneczny niedzielny dzień jedną ręką, bo drugą połamałam jak zima na jeden dzień sobie o nas przypomniała pod koniec stycznia ;). Bardzo jestem nieszczęśliwa, bo dłubać nie mam jak, a pomysłów tyle...
Wróble Mazurki rozprawiają o wiosnie wcinając nasionka w karmniku, a ja nie mam jak zrobić im fotek. Ogólnie robienie wszystkiego jadną ręką zabiera mi dużo więcej czsu, a niektórych rzeczy np pokrojenia chleba wcale nie daje się zrobić ;(.
Nic to! Jeszcze półtora tygodnia do wizyty u chirurga i mam nadzieję, że mnie uwolnią :).
Powspominam zatem spacerek do lasu.





Mały wędrowiec :)


Za chwilę wybieramy się na kolejny spacer, na słonko :).
Cudownej niedzieli Wam życzę!

środa, 2 kwietnia 2014

Na opak

Od jakiegoś czasu idzie na opak... Od poniedziałku, jak tylko mąż wyjechał w delegację, walczę z piecem. W dzień już nie palimy, ale noce jeszcze chłodne, a Syn mały więc wypadałaoby żeby było w miarę ciepło. Gaśnie jednak i budzimy się w zimnym domu.
Wczoraj wieczorem rozpalałam 2 razy, a i tak zgasło. Rano rozpaliłam, żeby trochę dogrzać po nocy, znów coś nie tak... Mąż przez telefon doradza co zrobić. Jak się okazało przestawiłam ustawienia przepalania i nie miało prawa się palić. Na razie jest OK.
Ale chyba dziś wszystko jakoś nie tak... Niby drobiazgi, ale...
Przygotowałam mięso na glasz, obsmażyłam, przełożyłam do garnka, dodałam wodę i... gazu już nie zapaliłam.
Zarabiając ciasto na chleb dałam za dużo oleju i nie podstawiałam talerzyka pod mieszadła miksera - cały blat upaprany.
Wlałam do czajnkia wodę na herbatę i go nie włączyłam.
Włączyłam zmywarkę, a gdzieś w połowie programu "odnalazłam" brudne talerze, które jeszcze bym zmieściła...
W "międzyczasie" zwiała mi Gusia (nie puszczamy jej na dwór bo jest przed sterylizacją), coś tam się rozsypało, coś spadło, syn wyrzucił 3/4 zabawek z kojca.
Chodzę w kółko i robię puste przebiegi...
Lekki obłęd.
Nie znoszę takich dni! Nie cierpię wrażenia, że kręcę sie kółko jak chomik w kółeczku do biegania i że kompletnie nie panuję nad tym co się dzieje. W głowie gonitwa myśli: to do zrobienia, tamto czeka...
Macie jakieś sposoby na "odczarowanie" takiego czasu? Jeśli tak to podzielcie się, proszę.
Ja mam zamiar wejść pod prysznic i "zmyć" z siebie te złe emocje. Ale to dopiero jak Synek będzie miał drzemkę.
Dobrze by było wyjść na spacer, ale co chwilę pada.
No to choć obejrzyjmy wiosenne zdjęcia :)
Pracowite pszczółki nie mają takich jak my dylematów... Zazdrościć im czy nie?
Przyuważyłam synogarlicę na "zaczątku" gniazda. Niestety nie bardzo chiała pozować i po jednej fotce uciekła, a że nie chcę jej denerwować więcej podejść z aparatem nie robię.
Na szczęście roślinki łaskawsze pod tym względem i można psrykać do woli ;)
Pięknego dnia Wam życzę :)