Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiście. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Świętujemy! :)

Dziś nasze święto, nasza rocznica.
Jeszcze jako nastolatka wymarzyłam sobie ślub w Matki Boskiej Zielnej. I dlatego ślub braliśmy w niedzielę ;). W ślubnym bukiecie miałam róże i... wrzosy. Kościół przybrany był snopami zboża i ogrodowymi kwiatami.

A dziś piękne gladiole od męża :).
Popołudniu spotkanie w rodzinnym gronie :).
Cudnego dnia Wam życzę i serdeczności ślę.

sobota, 13 sierpnia 2016

Za mną...

Znów mnie chwilę nie było... Wyłapałam jakiś mega dół. Ale to już za mną. Z serca dziękuję Wam za wsparcie. Najgłupsze jest to, że sama sobie to zafundowałam. Budda mówił: "Umysł jest wszystkim. Jak myślisz, takim się stajesz". No a moje myśli urządziły (z powodzeniem niestety) super akcję sabotażową. Myśli też trzeba pilnować, i to bardzo. I czasami odbyć poważną rozmowę z samym sobą. Mnie to dobrze zrobiło ;).
Nadrabiam teraz zaległości w różnych dziedzinach. Między innymi mam do posegregowania duuużo fotek. Już zaczęłam :). Będzie się działo :). Pierwsze efekty poniżej.
Niedawno byliśmy z pierwszą wizytą w nowym mieszkaniu naszej przyjaciółki i jej synka. Ula dostała "na nowe mieszkanie" piękny storczyk, a Kajtek pudełko na kredki i kredki do niego oczywiście :).
Dół w całości pomalowany energetyczną, pomarańczową bejcą. Wieczko z moim ulubionym misiem.
Życzę Wam cudownego weekendu :)

piątek, 1 stycznia 2016

Z Nowym Rokiem :)

Życzę Wam radości, wytchnienia, wytrwałości i determinacji w spełnianiu marzeń, obecności kogoś bliskiego, miłości do siebie samej i do ludzi i świata, otwartości na nowe wyzwania, dziecięcej radości z dnia codziennego i od święta, wytchnienia i czego tylko same zapragniecie! Nich się spełnia, niech się darzy! Wszelkiej pomyślności!


Jestem właśnie po lekturze świetnej książki Marie Komodo "Magia sprzątania" i dla mnie nadchodzący rok będzie rokiem porządków. W domu, w życiu, w relacjach i innymi ludźmi we własnym wnętrzu. Trzymajcie kciuki. Jeśli się odważę to podzielę się z Wami moimi poczynaniami w tym względzie.

U nas pada śnieg od rana i za chwilę idziemy na sanki :D.

Uściski!

czwartek, 26 lutego 2015

Uwolniona, odgipsowana :D

Hura! Od wtorku nie mam gipsu. Ledwie wróciłam od lekarza złapałam za druty ;), ale jeszcze powolutku idzie. Lewe oczka bardziej bolą ;). Widać inne mięśnie pracują. Na razie do pełnej sprwności jeszcze daleko i muszę uważać, bo jak się zapomnę i wykonam za gwałtowny ruch to boli. Sczególnie nadgarstek mi się zastał ;(. Ale siostra pokazała mi ćwiczenia i mam nadzieję, że szybko pójdzie.
Jajka wejdą na warsztat po weekendzie, bo w sobotę jedę do Katowic się szkolić Magia Relacji. Już nie mogę się doczekać :D.
A dziś zeszłoroczne jajo, które straciło żywot na zeszłorocznym jarmarku jak powiał wiatr ;(
Uściski :)

niedziela, 15 lutego 2015

No pięknie!

Dzień dobry wszystkim!
Jeśli jakimś cudem jeszcze o mnie nie zapomnieliście, to serdecznie dziękuję :D.
Sądząc po moim poprzednim poście moglibyście pomyśleć, że się zadumałam na dobre ;). Dumałam sporo, ale bez przesady. Po prostu znów u nas sporo zmian, synuś jest mocno aktywny i ciekawski, a doba jakoś nie chce być dłuższa, niestety.
Piszę do Was w ten cudownie słoneczny niedzielny dzień jedną ręką, bo drugą połamałam jak zima na jeden dzień sobie o nas przypomniała pod koniec stycznia ;). Bardzo jestem nieszczęśliwa, bo dłubać nie mam jak, a pomysłów tyle...
Wróble Mazurki rozprawiają o wiosnie wcinając nasionka w karmniku, a ja nie mam jak zrobić im fotek. Ogólnie robienie wszystkiego jadną ręką zabiera mi dużo więcej czsu, a niektórych rzeczy np pokrojenia chleba wcale nie daje się zrobić ;(.
Nic to! Jeszcze półtora tygodnia do wizyty u chirurga i mam nadzieję, że mnie uwolnią :).
Powspominam zatem spacerek do lasu.





Mały wędrowiec :)


Za chwilę wybieramy się na kolejny spacer, na słonko :).
Cudownej niedzieli Wam życzę!

poniedziałek, 3 listopada 2014

Zaduma

Czyli jeszcze refleksyjnie po weekendzie.

A taki widok był wczoraj z cmentarza w mojej wiosce.

Cóż tu więcej pisać?

czwartek, 16 października 2014

Bardzo nietypowa prośba :)

Pamiętacie, że jakiś czas temu zapraszałam Was na festyn do Marcinkowic. Na tymże festynie podszedł do mnie miły Pan i w trakcie oglądania moich prac zaczęliśmy rozmawiać. Pana zainteresowały klamry do włosów na prezent dla żony. W międzyczasie dowiedziałam się, że Państwo hodują świnki morskie, które darzę wielkim sentymentem, bo sami mieliśmy te przemiłe zwierzątka (chętnie bym miała i teraz, ale przy tej ilości kotów obawiałabym się o życie świneczek). I w pewnym momencie Pan zapytał czy mogłabym coś zrobić na zamówienie. Jasne, że tak!
I zobaczcie co zrobiłam.
Pierwsza ręcznie malowana (moja pierwsza w życiu świnka morska ;) ) na podstawie fotki ulubionej świnki Pani.

Tym pycholkom nie byłam się w stanie oprzeć.
Pan też nie i mimo, że zamawiał jedną klamrę, wziął obie ;).
Na zdjęciach sa większe niż w rzeczywistoci. Klamry mają ok. 10,5 x 5,5 cm.
Działaliśmy w pełnej konspiracji, czasu było mało, bo zaledwie kilka dni do rocznicy ślubu, ale zdążyłam i niespodzianka w 100% się udała :). Fajnie mieć pomysłowego mężą, prawda?

Znów mnie tu mało, ale tak się jakoś ostatnio układa, że co się jakoś ogarnę, ułożę, to znów coś się zmienia i trzeba wszystko układać na nowo... Tak jest i tym razem. Mam nadzieję, że teraz kiedy wieczory są coraz dłuższe, a dni coraz chłodniejsze, a co za tym idzie nie spędzamy ich już z synkiem w wiekszej części na dworze, uda mi się więcej bywać u Was i częściej pisać u siebie.
Słoneczka Wam życzę :)

wtorek, 12 lutego 2013

We własne sidła...

Tak, tak wpadłam w nie po uszy. A w zasadzie to w sidła postanowienia noworocznego. Bardzo było proste w tym roku, a jednocześnie szalenie trudne. Brzmi:"NIE ODKŁADAJ NIC NA PÓŹNIEJ". Proste? Proste, ale... No właśnie zawsze jest jakieś "ale". Cokolwiek się zapętliłam ;) Latam, robię i niby efekty są, ale odłożyłam na później przyjemności. Np. blogowanie i zaglądanie do Was. A całkiem nie o to mi chodziło. To postanowienie miało spowodować, że będę lepiej zorganizowana, nie będę mieć zaległości,a czasu na przyjemności więcej. Coś jednak nie do końca przemyślałam. Zaczęłam sama sobie dokładać obowiązków, czasem zbędnych, miałam do siebie pretensje o to, że nie wszystko jest tak jak chciałam. Właśnie kilka dni temu powiedziałam STOP. Zrewidowałam, przejrzałam, przemyślałam. Absolutnie nie rezygnuję z postanowienia, ale racjonalizacja jest wskazana ;). Wygląda na to, że działa :D. Zobaczymy co będzie dalej.
Mimo lekkiego obłędu który sama sobie fundnęłam coś tam dłubałam.
Serduszkowa biżu dla Julci.






Koleżanka która sprzedawała na kiermaszu poinformowała mnie, że poszła niemal od ręki, co bardzo mnie cieszy. Udało się zebrać potrzebną kwotę Julcia pojechała na operację.

Pada u nas śnieg. Na jaśminie tuż pod oknem siedzą wróble. Czekają pewnie na swoją porcję jedzenia do karmnika. Biegnę zatem nakarmić zmarznięte ptaszki.

Mam nadzieję częściej się odzywać i zaglądać do Was.
Serdeczności dla wszystkich zaglądających.

czwartek, 14 października 2010

Jest taki dzień....



Będzie bardzo osobiście. Tak jak jeszcze nigdy nie było...
Bo ten dzień to Dzień naszych Maleństw. To, że nigdy nie dane nam było Ich przytulić, że nie wiemy jakie były Ich oczka, włoski, że nie wiemy nawet Kogo straciliśmy, to nie znaczy, że nie odczuwamy bólu, że nie nosimy wielkiej pustki w sercu i że nie kochamy....
Millu, Joasia, Anne i Mili pisały o koszmarze szpitalnych przeżyć.
Ja miałam "szczęście"... Cudowne siostry, dyskretni lekarze. Ale słuchanie KTG (tak na cały korytarz) ze świadomością, że serduszko mojego dziecka już nie bije, to koszmar...
Dzięki wpisom dziewczyn dowiedziałam się też, że jest bardzo wielu rodziców takich jak my. Ale o tym się nie mówi. Temat tabu. Bo co? Bo nie medialny, bo nie można zrobić sensacyjnego materiału na pierwszą stronę?
Niektórzy próbując pocieszyć mówią "będziesz mieć następne"... Może i tak... Jednak nikt wdowie czy wdowcowi nie mówi tuż po stracie współmałżnoka będziesz mieć kolejną żonę/męża. Czasem warto ważyć słowa. A kolejne dzieci chcemy kochać dla nich samych a nie "zamiast"... Mają do tego pełne prawo!
Mało kto wie, że straciliśmy dwoje dzieci. Trudno o tym mówić, bo ludzie dziwnie reagują....Ale pytania ile mamy dzieci, bądź czemu nie mamy dzieci, to owszem padają. Odpowiadałam do tej pory, że nie mamy dzieci. Ale to nie prawda! Mamy! To nie nasza, ani nie Ich wina, że nie mogły z nami zostać....
Żyjemy dalej. Uśmiechamy się, cieszymy słońcem, zachwycamy pięknem przyrody...Wykonujemy codzienne czynności. Tylko świadomość, że koło nas powinien być 1,5 roczny szkrab, a przede mną całkiem spory brzuszek powoduje, że łzy same płynął...