środa, 2 kwietnia 2014

Na opak

Od jakiegoś czasu idzie na opak... Od poniedziałku, jak tylko mąż wyjechał w delegację, walczę z piecem. W dzień już nie palimy, ale noce jeszcze chłodne, a Syn mały więc wypadałaoby żeby było w miarę ciepło. Gaśnie jednak i budzimy się w zimnym domu.
Wczoraj wieczorem rozpalałam 2 razy, a i tak zgasło. Rano rozpaliłam, żeby trochę dogrzać po nocy, znów coś nie tak... Mąż przez telefon doradza co zrobić. Jak się okazało przestawiłam ustawienia przepalania i nie miało prawa się palić. Na razie jest OK.
Ale chyba dziś wszystko jakoś nie tak... Niby drobiazgi, ale...
Przygotowałam mięso na glasz, obsmażyłam, przełożyłam do garnka, dodałam wodę i... gazu już nie zapaliłam.
Zarabiając ciasto na chleb dałam za dużo oleju i nie podstawiałam talerzyka pod mieszadła miksera - cały blat upaprany.
Wlałam do czajnkia wodę na herbatę i go nie włączyłam.
Włączyłam zmywarkę, a gdzieś w połowie programu "odnalazłam" brudne talerze, które jeszcze bym zmieściła...
W "międzyczasie" zwiała mi Gusia (nie puszczamy jej na dwór bo jest przed sterylizacją), coś tam się rozsypało, coś spadło, syn wyrzucił 3/4 zabawek z kojca.
Chodzę w kółko i robię puste przebiegi...
Lekki obłęd.
Nie znoszę takich dni! Nie cierpię wrażenia, że kręcę sie kółko jak chomik w kółeczku do biegania i że kompletnie nie panuję nad tym co się dzieje. W głowie gonitwa myśli: to do zrobienia, tamto czeka...
Macie jakieś sposoby na "odczarowanie" takiego czasu? Jeśli tak to podzielcie się, proszę.
Ja mam zamiar wejść pod prysznic i "zmyć" z siebie te złe emocje. Ale to dopiero jak Synek będzie miał drzemkę.
Dobrze by było wyjść na spacer, ale co chwilę pada.
No to choć obejrzyjmy wiosenne zdjęcia :)
Pracowite pszczółki nie mają takich jak my dylematów... Zazdrościć im czy nie?
Przyuważyłam synogarlicę na "zaczątku" gniazda. Niestety nie bardzo chiała pozować i po jednej fotce uciekła, a że nie chcę jej denerwować więcej podejść z aparatem nie robię.
Na szczęście roślinki łaskawsze pod tym względem i można psrykać do woli ;)
Pięknego dnia Wam życzę :)

31 komentarzy:

  1. Własnie chciałam napisać: Zostaw wszystko w cholerę, weź małego i idźcie na spacer, ale doczytałam, ze ciągle pada. Ostatnio dosyć miałaś złych emocji, ale pomyśl tylko, ze przecież to musi minąć i i minie,

    OdpowiedzUsuń
  2. Może trzeba sobie powiedzieć, że czasem są takie dni, pogodzić się z tym, odpuścić, a wtedy zazwyczaj przechodzi jak ręką odjął. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano czasem są. I chyba faktycznie ciężko coś na to poradzić.

      Usuń
  3. Ach, może to przesilenie wiosenne? Joasiu. Ostatnio a ten temat trochę rozmawiałyśmy, choć nic nie pomogłam, bo ja nie mam lekarstwa ani sposobu na takie dni. One się dzieją, u mnie jest niemoc, chodzę rozbita, za nic się nie łapię, a jak złapię, to nie kończę, dookoła bałagan, który mnie irytuje coraz bardziej i coraz bardziej, aż... następuje przełom, w którym zaczynam działać jak burza. Jak gdyby ta niemoc to tak naprawdę ładowanie baterii... Mam nadzieję, że i Ty na dniach złapiesz właściwy tor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy podobnie. Mysle, że to i przesilenie i emocje osatnich dni...

      Usuń
  4. W takich chwilach kładę się na moment, zamykam oczy na świat dookoła. Wchodzę w siebie i gdzie jest to coś, co przeszkadza mi się skoncentrować. Co chce mi powiedzieć? Czego nie dostrzegam w świadomości, choć podświadomość szarpie umysłem na wszystkie strony. Czasem nic nie znajduję, ale to wystarczy, ze wracam na właściwe tory i przestaję się kręcić w kółko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wchodzę w siebie i szukam gdzie jest to coś"

      Usuń
    2. O! Świetny sposób. Wszak nic nie dzieje sie bez powodu :)

      Usuń
  5. Joasiu, czasem przychodzą takie zakręcone dni. Mnie też zdarza się gotować wodę w wyłączonym czajniku albo podgrzewać obiad na zimnej kuchence ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Unas fotos preciosas, que bonita es la primavera!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Joasiu, to tegoroczne zdjęcia?! Cudowne!

    Takie dni się zdarzają... Jesteś myślami gdzie indziej. Ostatni czas był dla Ciebie bardzo trudny, jeszcze pewnie jest... Twoje bezpośrednie wsparcie, mąż, jest daleko. Czujesz się odpowiedzialna za wszystko i wszystkich w domu, gdy tymczasem potrzebujesz właśnie oderwania od tego. To niełatwe, zwłaszcza gdy opiekujesz się maleństwem. Ale wytchnienie MUSISZ sobie zorganizować koniecznie. Może kosztem jakiegoś obowiązku, który po przemyśleniu okaże się jednak nie aż tak obowiązkowy. Spróbuj. Pobaw się ze swoim maluszkiem, ale tak w oderwaniu od wszystkiego, a może posłuchaj ptaszków - one teraz tak szaleją! W deszczu też. :) Mnie wczoraj wywabiły z domu wieczorem - szłam za kosimi gwizdami i tiurlaniem w lasek. :) Trzymam kciuki, kochana. :)

    PS. Takie "perypetie", jak opisujesz, miewa każdy, nie myśl sobie, że jesteś taka wyjątkowa w zapominaniu, przelewaniu, przewracaniu i innych takich. ;) Ale to na szczęście mija...

    :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam taką stronę: http://bibliocolors.blogspot.com/
      Może to poprawi Ci troszkę nastrój, odpręży, Jo. Co za obrazki!
      Niestety, nic nie rozumiem, ale do patrzenia - cudeńko. :)

      Usuń
    2. Tegoroczne Jolciu. Śliwy już niestety niektóre przekwitły...
      No właśnie chyba za dużo tych obowiązków odpuściałam, a jak próbuję odsapnąć to i tak mi się w kłowie kłębi, więc to kiepski odpoczynek. Na szczęście Mąż już w domu i od razu jest lepiej :)
      Dziekuję za wsparcie, a stronę zaraz obejrzę :)

      Usuń
  8. Są takie dni w tygodniu,gdy nic się nie układa - śpiewała Sipinska i naprawdę są.
    Jesteś zmęczona i zestresowana,odpuśc sobie wszystkie mniej pilne prace domowe.Skup się na Małym i na sobie.Zobaczysz,wszystko wróci do normy,będzie dobrze.Mysl pozytywnie.Pozdrawiam Cie najserdeczniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozytywne myślenie to jest to! Już działa :)

      Usuń
  9. Oj jak pieknie,oj jak cudnie...:-)
    Samych cudownosci zycze Ci z calego serca kochana!!!:-***

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie pomogę, bo też mam takie dni i nie umiem sobie z nimi poradzić ;) Chyba taki czas musi sam minąć... Może to będzie już jutro? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Grunt to się nie przejmować za dużo. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I śmieć ze swoich wpadek zamiast się złościć. Po południu zastosowałam i działa świetnie ;)

      Usuń
  12. Tak:))mam:))stań w miejscu:)weź trzy głębokie oddechy,rozglądnij się wokoło siebie i chłodnym okiem oceń co trzeba zrobić najpierw.....a potem zrób sobie kawę i co masz zrobić dziś zrób pojutrze,będziesz miała dwa dni wolnego:)))))))))))))))))))))))buziaczki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnuy sposób z listą. Stosuję :). Żeby się tak dalo pojutrze... ;)

      Usuń
  13. Są takie dni w tygodniu,
    gdy nic mi się nie układa
    i jak na złość...wypada wszystko z rąk.
    Zasłaniam wtedy okna,
    w najdalszym kącie siadam
    i sama z sobą chcę do ładu dojść...

    Bo są dni
    gdy z nieba kapie deszcz,
    nie mówię wtedy nic,
    telefon milczy też.
    Bo są dni
    gdy z nieba kapie deszcz,
    zamykam wtedy drzwi,
    po prostu nie ma mnie.


    Jutro będzie lepiej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię tę piosenkę. Dużo mądrości w tym tekście :)

      Usuń
  14. Do góry głowa! jutro też jest dzień w którym coś się wydarzy.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. już samo określenie siebie jako chomika w karuzeli mnie ubawiło, a zdjęcia - śliczne ! dobrze wiedzieć że nie "biegamy w kółko" same ;) jest nas więcej! troszkę mnie to pociesza.. bo też tak mam - raczej częściej mam niż nie mam haha! pozdrówka Joasiu!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że do mnie zaglądasz i pozostawiasz ślad. :)