wtorek, 29 listopada 2011

[']

Kropuś odszedł...

poniedziałek, 28 listopada 2011

Od przybytku głowa.... boli

Oj boli!
No bo ile można mieć kotów... 20??? Ano było 20 z naszymi.
Mala Mi

Przylepka

Kropek

Misiek

Kropelka-Śnieżka

Elegant

Ta cała gromadka jest u nas.
Była jeszcze Burcia.

Ale ta szczęściara ma nowy domek i najnowsze wieści są takie, że kotek jest zdrowy, rośnie i pięknie bawi się z dzieciakami :D
Daliśmy ogłoszenia. Dzięki nim Burcia ma domek. Elegant ma też zaklepany domek.

No i to tyle dobrych wieści... Było jeszcze kilka telefonów i cisza.
U nas koci szpital... Zastrzyki, tabletki, kroplówki i karmienie strzykawką ;/ Kropek i Elegant na zdjęciach jeszcze piękni i zdrowi. Aż mi się serce kraje jak patrzę na nich teraz. Kropelka jeszcze nie całkiem wydobrzała...Burcia poszła do nowego domu nie całkiem zdrowa. Pozostała trójka tez po leczeniu. Przechorował się nam też Filemon i Kolibeka, a z dużych Bonifacy. U Filipa udało się stłumić chorobę z zarodku.

A najgorsze jest to, że zginął nasz Kajtuś. Nie ma go już ponad 2 tygodnie.
Ostatnimi czasy mam wrażenie, że to ponad moje siły ;(.

piątek, 7 października 2011

Jesień i kicham, kaszlę itp...

Zimno się dziś zrobiło. Jeszcze wczoraj było piękne słonko i ponad 20 stopni, ale wieczorny wiatr wróżył zmianę pogody. No i w nocy padało, a dziś cały dzień było pochmurno i tylko 12 stopni.
Dorosłe koty nawet niechętnie z domu wychodziły i gównie śpią, za to młodzież szaleje. Rosną łobuzy i trochę mi szkoda, że to już nie takie maluszki. Tola i Filemon to już kocia młodzież. Kolibek rośnie najszybciej. Ocieniamy , że podwoił swoja kocią osobę od kiedy jest u nas ;)
A mnie złapało jakieś przeziębienie... Kicham, kaszlę i raczę się chlebem z czosnkiem i miodem.
Skoro tak jesiennie to może kilka prac w jesiennych barwach?
Bransoletki



I kolczyki




Odpowiadając na komentarze
Jagodzianko, Chimero, Evulsianko, Bozenas, Bloguniedzielny! Dziękuję za odwiedziny i smacznego ;)
Aldono! Dziękuję bardzo.
AgoB! Podsunęłaś mi pewien pomysł. Jak go zrealizuję to dam znać :)
Agatucho123! Dziękuję za miłe słowa i zapraszam.

A teraz zmykam pod kocyk. Herbatka z sokiem malinowym, książka, robótka szydełkowa i... dużo chusteczek ;) już na mnie czekają.
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego weekendu.

wtorek, 27 września 2011

Gafa, przepraszam i dziękuję

Muszę bardzo, bardzo przeprosić Evulsianka i Agnes76. Już dawno, dawno dziewczyny przyznały mi wyróżnienie.

Pięknie Wam dziękuję moje drogie. To dla mnie zaszczyt. Mam też nadzieję, że wybaczycie mi moją gafę i zapomnienie o tak miłej niespodziance... Zwalić mam na kogo, bo jak widzicie ostatnio moje posty całkiem zakocone są ;)
Zgodnie z zasadami powinnam napisać 7 rzeczy o sobie i wyróżnić kolejne blogi. I znów przepraszam, bo wyróżniać nie będę. Po prostu nie umiem wybrać... Jest tyle wspaniałych blogów. Najchętniej wyróżniłbym wszystkie na które zaglądam, ale to nie jest zgodne z zasadami zabawy...
A 7 rzeczy o mnie...
1) Z wyboru jestem wiejską kobietą :D I bardzo mi z tym dobrze.
2) Nasz dom pełen jest kotów (ale to już wiecie)
3) Uwielbiam czytać.
4) Od dziecka dłubię. Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że szydełkować umiałam szybciej niż pisać. Babcia mnie nauczyła
5) Lubię piec i gotować. Jak mam wenę to w kuchni mogę siedzieć bez przerwy coś pichcąc.
6) Nieustannie walczę ze sobą o lepsza organizację czasu.
7) Czasem wpadam w nastrój filozoficzny ;)


Chciałabym też podziękować serdecznie ze tak dużą ilość ciepłych słów pod poprzednim postem. Nie przesadzajcie jednak! Przecież każda z Was zrobiłaby to samo co ja.
Ori! Na szczęście byłam w balerinach, ale nawet kreacja od Diora by mnie nie powstrzymała od przelezienia prze tą barierę ;D

W podziękowaniu zapraszam na herbatkę i coś słodkiego.
Ponieważ sezon jabłkowy w pełni, to mamy jabłuszka w szlafrokach.





Przepis pochodzi z zeszytu "Biblioteczki Poradnika Domowego" : "Przepisy czytelników - Jesień w kuchni".
50dkg mąki
25dkg masła lub margaryny
2 żółtka
Kilka łyżek gęstej śmietany
20dkg cukru pudru
paczka cukru waniliowego
1 kg jabłek
1 białko

Przesiana mąkę posiekać z masłem, dodać cukry i kilka łyżek śmietany, dalej siekając. Gdy składniki się połączą wyrobić ręką. Gotowe ciasto, przykryte ściereczką schłodzić w lodówce ok. 2 godziny.
Jabłka obrać, wykroić gniazda nasienne, wypełnić cukrem.
Rozwałkować ciasto, wykrawać tak duże kwadraty żeby oblepiły jabłuszko. Szlafrok z nadzieniem w środku smarujemy białkiem. Możemy też posypać grubym cukrem. Pieczemy w nagrzanym piekarniku na złoty kolor. Podajemy ciepłe z sosem waniliowym.
Tyle oryginalny przepis.

Zmieniłam go troszkę, bo nie lubię takich wielkich ciastek. Jabłka podzieliłam na ćwiartki i nie dawałam do nich cukru. No i jak widzicie ciacha polukrowałam. Pyszna na ciepło i na zimno. Smacznego! :D
Oczywiście jabłuszka na chwilkę przed znalezieniem się w cieście grzały się na słonku, na jabłonkach w naszym sadzie.

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę pięknego dnia.

czwartek, 22 września 2011

Przedstawiam się

Dzień dobry! Kłaniam się! To ja Kolibek. Pan tak na mnie mówi, bo podobno jak biegnę, to się kolibię. Ciekawe co to znaczy?


Od tygodnia mieszkam we wrzosowym domu... A skąd się tu wziąłem?
Tydzień temu Jo-hanah jechała do Alexy na babskie ploteczki. I wypatrzyła mnie na poboczu przy drodze krajowej nr 94 na obwodnicy Brzegu. Tyle aut tamtędy jechało i nikt mnie nie wiedział, nikt się nie zatrzymał. Może dlatego, że tam się nie wolno zatrzymywać? Jednak Jo-hanah dała radę. Zostawiała auto w bocznej dróżce i po mnie przyszła. Mimo, że byłem bardzo słabiutki postanowiłem uciec. Wlazłam za barierę ochronną. Ale ona nie dała się spławić i wąskiej, długiej sukience przelazła przez tę barierę (mówi, że woli nie myśleć co myśleli o niej kierowcy przejeżdżający obok). Jak już mnie dotknęła i chciała wziąć na ręce, to się bardzo broniłem. Chciałam drapać i gryźć i bardzo prychałem. Ale ona i tak mnie trzymała i mówiła, mówiła... Nie miałem już sił się bronić. Wsadziła mnie do torebki, ciemno tam było i ciepło. A potem szliśmy i szliśmy do samochodu. Tam przełożyłam mnie do fioletowego kuferka na robótki szydełkowe. (Widzicie go na zdjęciu.)


I tak pojechaliśmy do pani Ali. Kobitki przełożyły mnie do koszyka, a ja dalej się bałem i prychałem. Ale ta moja pańcia uparta i delikatnie głaskała mnie po głowie. Szybko się połapałem, że jednak nie chce mi zrobić krzywdy więc zacząłem mruczeć. Dostałem do zjedzenia kawałeczek pasztetu (bo nic innego nadającego się dla mnie nie było). Ach jaki byłem strasznie głodny! Potem były jeszcze 2 kawałeczki. Jest mi trochę głupio, bo przeze mnie biedny Ramzes siedział zamknięty w łazience.
W czasie jazdy do domu (już w wygodnym koszyku) trochę płakałem. W końcu nie wiedziałam czy znów mnie nie wyrzucą...
A potem poznałem Pana. W jego dłoniach jest naprawdę bezpiecznie.




No i koty... Na początku to mnie nie chciały. Prychały, biły. Ale teraz żyjemy w przyjaźni. Śpimy razem, jemy razem i bawimy się razem.
Z Tolcią wcinamy.

Z Filemonem


Odpoczywamy z Bonifacym



Z Filemonem i Bonifacym

Z Tolcią i Bonifacym (on to na nas mało zwraca uwagę i nie chce się bawić, no ale to jest dorosły Pan Kot)


I jeszcze Protazy. Wcale się go nie bałem! A on bardzo chciał mnie przytulić.


Jestem jeszcze bardzo malutki. Pani mówi, że mam najwyżej miesiąc. Ale rosnę!