Spóźniony mój wpis, bo powinien byc wczoraj. Ale wczorajszy dzień zleciał sama nie wiem kidy. Tyle było do załatwienia, zrobienia...
Ale do rzeczy. Zaproszenie dostałam od uroczej Inki z Klonowej, z którą, jak Ona sama pisze, znamy się ho, ho. Tak zaczęłam się zastanawiać czy kiedykolwiek spotkałyśmy się w realu? I nie wiem, naprawdę. Ale w niczym to nie ujmuje mojej sympatii dla Ink i podziwu dla jej pięknych prac :)
Wrcacając jednak do pytań.
1. Nad czym obecnie pracuję?
Ha! Bardzo trudne pytanie. Ale głównie nad opanowaniem rozlicznych obowiązków, dwulatka, kociej i psiej ferajny. W tym wszystkim próbuję wyłuskać choć kilka chwil na to co mi bliskie czyli dłubanie lub działania kulinarne.
W tej chwili "na warsztacie" kilka rzeczy decoupagowych i stencilowych
oraz szydełkowa serwtka jesienną dla mnie.
Malutko jej na razie bo tyle co zaczęłam i robię dosłownie po kilka okienek z "dopadki".
2. Czym moja praca różni się od innych (w tej branży)?
Ale której ;)? Troszkę się różnych technik u mnie przewija przez ręce.
Złośliwy chochlik w mojej głowie podpowiada, że w każdej zdejmuję kocie kudły ;).
A tak poważnie, to nie wiem... Naprawdę.
3. Dlaczego pisze blog o tym co robię i tworzę?
Bo lubię :). No i miło jest wiedzieć, że komuś podoba sie to co robię, albo przeczytać mądre rady co można było zrobić lepiej.
Fajnie jest tez dzielić się z innymi tym co mi bliskie, może kogoś zainspierować, dodac odwagi żeby sam spróbował.
4. Jak się odbywa mój proces tworzenia?
A to zależy co robię. Jak wymyślam nowy przepis, to często idę na żywioł.
Jak robię coś w technice decoupage to jest bałagan i ścinki serwetek, farby, pędzle wszystko w ruchu. Czasem długo wybieram, nie mogę się zdecydować, zmieniam plany, koncepcje. A czase spojrzę na jakiś motyw i od razu mam w głowie jak praca powinna wyglądać.
Jak robię biżuterie, to jest podobnie. Czasem długie wybory, a czasem od pierwszego spojrzenia na koraliki wiem czego chcę.
Jak dłubię coś szydełkowgo czy na drutach, to wystarczy kłębek druty lub szydełko i ewentualnie wzór. I koniecznie wygodne siedzisko ;).
I to by było na tyle o mnie :).
Do zabawy chiałam zaprosić Jagodziankę (mam nadziele, że mimo zaziębień i remontu da radę :) ) i Atę.
Serdeczności :D
wtorek, 7 października 2014
czwartek, 18 września 2014
Zaproszenie
Wpadam biegiem i szybciutko, z pędzlem w zębach zaprosić Was serdecznie w tę sobotę do Marcinkowic.
Będzie można mnie tam spotkac z moimi pracami.
Pogoda dopisuje na razie i ponoć ma taka pozostać. Mozna więc będzie fajnie spędzić czas na powietrzu.
Przybywajcie zatem :).
Do zobaczenia :D
Będzie można mnie tam spotkac z moimi pracami.
Pogoda dopisuje na razie i ponoć ma taka pozostać. Mozna więc będzie fajnie spędzić czas na powietrzu.
Przybywajcie zatem :).
Do zobaczenia :D
środa, 10 września 2014
Poranne zamieszanie przy drzwiach.
Jak wyglądaja proanki u nas w domu? Ano jak tylko koty się połapią, że nie śpimy to domagają się otwarcia drzwi i wypuszczenia na dwór. Jak to wygląda? Zobaczcie sami :) W roli odźwiernago mój Mąż.
"Gdzie jesteście?"
"Otwieraj, otwieraj!"
"Ja, ja pierwsza!" _ Żabcia
"Szybciej, szybciej!"
"Ja tam wolę się nie pachać" - Feluś
Mania też bez ścisku.
Cuda, dziwy - Piszczysia spała w domu ;).
A na końcu nasz biedy Cyrylek... Jemu się nie spieszyło nigdy i nigdzie.
Lato się prawie skończyło. Liście lecą z drzew i pachnie jesienią. Dni jeszcze cudownie ciepłe potrafią być i mimo szalonego gwaru szapków na dębie czuć, że wszystko już zwalnia...
Lubię ten czas. Spokojniejszy, mniej gorączkowy niż szalona wiosna, mniej intensywny niż lato w pełni... Dla mnie czas przemyśleń, nowych planów, innego ułożenia planu dnia, bo juz i wcześniej robi się ciemo i temperatura nie zawsze pozwala na spędzanie czałego dnia poza domem. Z jednej strony troszkę smutno, z drugiej spokojniej, wolniej.
Słonka Wam życzę :)
"Gdzie jesteście?"
"Otwieraj, otwieraj!"
"Ja, ja pierwsza!" _ Żabcia
"Szybciej, szybciej!"
"Ja tam wolę się nie pachać" - Feluś
Mania też bez ścisku.
Cuda, dziwy - Piszczysia spała w domu ;).
A na końcu nasz biedy Cyrylek... Jemu się nie spieszyło nigdy i nigdzie.
Lato się prawie skończyło. Liście lecą z drzew i pachnie jesienią. Dni jeszcze cudownie ciepłe potrafią być i mimo szalonego gwaru szapków na dębie czuć, że wszystko już zwalnia...
Lubię ten czas. Spokojniejszy, mniej gorączkowy niż szalona wiosna, mniej intensywny niż lato w pełni... Dla mnie czas przemyśleń, nowych planów, innego ułożenia planu dnia, bo juz i wcześniej robi się ciemo i temperatura nie zawsze pozwala na spędzanie czałego dnia poza domem. Z jednej strony troszkę smutno, z drugiej spokojniej, wolniej.
Słonka Wam życzę :)
piątek, 22 sierpnia 2014
Cyrylek... [']
14.08.2014 Cyrylek przekroczył Tęczowy Most...
Czymś się zatruł i mimo interwencji i pięknego zrywu do życia jeszcze dzień wcześniej nie udało się...
Czymś się zatruł i mimo interwencji i pięknego zrywu do życia jeszcze dzień wcześniej nie udało się...
niedziela, 10 sierpnia 2014
Niebo w gębie
Znów mnie długo nie było... Ale tak ten czas leci. Niby dni się dłużą, ale tygodnie i miesiące umykają nie wiadomo kiedy.
Lato dopisuje więc całe dnie spędzamy z synusiem na dworze. Mało czasu zostaje na całą resztę, a na komp dla przyjemności chyba najmniej. Tym bardziej, że ostatnio wprost połykam książki :) I bardzo mi z tym dobrze :D
Dziś (a w zasadzie wczoraj, bo była 23.30) w nocy po prawie 2 tygodniowej niebytności w domu zjawił się Feluś.
Nie było go od 28.07. Pańcia nie śpi, oczy wypłakuje, a kotek buja nie wiadomo gdzie. Przyszedł oczywiście z rozbitym nosem, ale przytył i wygląda ślicznie. Tuż przed "gigantem" miał ropień u nasady ogona. Zapewne po jakijś kociej bitwie i leczenie raczej mu się nie podobało. Zwłaszcza czyszczenie rany. No i ciągle mamy na oku śruty po postrzale. Wet sprawdzał na RTG. Nic się tam nie dzieje niedobrego, nie przemieszczają się. Oby tak zostało!
A teraz czas na tytułowe "niebo w gębie", czyli tarę z gruszkami i gorgonzolą (przepis pochodzi z wydania specjalnego gazetki "Przyślij przepis!" - "Dania z serem", a przysłała go Pani Iwona Zygmunt-Masternak).
Dla mnie istna rewelacja! Zapachy które roznoszą się w czasie pieczenia powodują ślinotok ;). Jest pyszna na ciepło i na zimno. Zrobienie jej nie zabira wiele czasu. Jak dla mnie same zalety, no i ta najważnijsza: cudowny smak! Niestety tylko dla mnie - mój Mąż zdecydowanie ją oprotestował i odmówił współpracy w opróznianiu formy (było wiecej dla mnie, hi,hi). Ale On nie lubi połączeń owoców z wytrawnymi smakami. Gruszki i śliwki w occie, schab ze śliwkami i tym podobne kombinacje są niejdalne wg Pana Męża. No cóż... o gustach, kulinarnych też, się nie dyskutuje.
Cóż nam zatem trzeba? Ano:
płat ciasta fracuskiego
3 średnio twarde gruszki (ja dałam 2 i pół bo miałam spore)
15 dkg sera gorgonzola (u mnie 20dkg czyli całe opakowanie które miałam)
100ml śmiatany 18%
2 jajka
só, pieprz, gałka muszkatałowa
masło do formy
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
Smarujemy formę do tart masłem i wykładamy płat ciasta. Nadmiar obcinamy równo z rantem.
Umyte gruszki obieramy, wydrążamy gniazda nasienne i kroimy w platerki, dość cienkie - układamy na cieście.
Ser kroimy w kostkę i układamy na gruszkach.
Jajka roztrzepujemy ze śmietaną i przyprawami, polewamy ciasto.
Pieczemy 30-35 minut aż masa się zetnie i przyrumieni.
Po wyjęciu z pieca trzeba dać jej chwilę odpocząć, bo gorącą trudno się wyjmuje.
Myślę, że kieliszek dobrze schłodzonego białego wina podkreśli pięknie jej smak.
To jak? Pieczecie na obiad, czy na kolację przy świecach? :)
Smacznego!
Cudownej niedzieli i pieknego tygodnia :D
Lato dopisuje więc całe dnie spędzamy z synusiem na dworze. Mało czasu zostaje na całą resztę, a na komp dla przyjemności chyba najmniej. Tym bardziej, że ostatnio wprost połykam książki :) I bardzo mi z tym dobrze :D
Dziś (a w zasadzie wczoraj, bo była 23.30) w nocy po prawie 2 tygodniowej niebytności w domu zjawił się Feluś.
Nie było go od 28.07. Pańcia nie śpi, oczy wypłakuje, a kotek buja nie wiadomo gdzie. Przyszedł oczywiście z rozbitym nosem, ale przytył i wygląda ślicznie. Tuż przed "gigantem" miał ropień u nasady ogona. Zapewne po jakijś kociej bitwie i leczenie raczej mu się nie podobało. Zwłaszcza czyszczenie rany. No i ciągle mamy na oku śruty po postrzale. Wet sprawdzał na RTG. Nic się tam nie dzieje niedobrego, nie przemieszczają się. Oby tak zostało!
A teraz czas na tytułowe "niebo w gębie", czyli tarę z gruszkami i gorgonzolą (przepis pochodzi z wydania specjalnego gazetki "Przyślij przepis!" - "Dania z serem", a przysłała go Pani Iwona Zygmunt-Masternak).
Dla mnie istna rewelacja! Zapachy które roznoszą się w czasie pieczenia powodują ślinotok ;). Jest pyszna na ciepło i na zimno. Zrobienie jej nie zabira wiele czasu. Jak dla mnie same zalety, no i ta najważnijsza: cudowny smak! Niestety tylko dla mnie - mój Mąż zdecydowanie ją oprotestował i odmówił współpracy w opróznianiu formy (było wiecej dla mnie, hi,hi). Ale On nie lubi połączeń owoców z wytrawnymi smakami. Gruszki i śliwki w occie, schab ze śliwkami i tym podobne kombinacje są niejdalne wg Pana Męża. No cóż... o gustach, kulinarnych też, się nie dyskutuje.
Cóż nam zatem trzeba? Ano:
płat ciasta fracuskiego
3 średnio twarde gruszki (ja dałam 2 i pół bo miałam spore)
15 dkg sera gorgonzola (u mnie 20dkg czyli całe opakowanie które miałam)
100ml śmiatany 18%
2 jajka
só, pieprz, gałka muszkatałowa
masło do formy
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
Smarujemy formę do tart masłem i wykładamy płat ciasta. Nadmiar obcinamy równo z rantem.
Umyte gruszki obieramy, wydrążamy gniazda nasienne i kroimy w platerki, dość cienkie - układamy na cieście.
Ser kroimy w kostkę i układamy na gruszkach.
Jajka roztrzepujemy ze śmietaną i przyprawami, polewamy ciasto.
Pieczemy 30-35 minut aż masa się zetnie i przyrumieni.
Po wyjęciu z pieca trzeba dać jej chwilę odpocząć, bo gorącą trudno się wyjmuje.
Myślę, że kieliszek dobrze schłodzonego białego wina podkreśli pięknie jej smak.
To jak? Pieczecie na obiad, czy na kolację przy świecach? :)
Smacznego!
Cudownej niedzieli i pieknego tygodnia :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















