poniedziałek, 1 października 2012

Obłęd w ... kotki

Oj obłęd! Bo Feluś zniknął na miesiąc pod koniec lipca, a jak go opłakałam zjawił się jak gdyby nigdy nic i kwitnie w begoniach.


Bo Filemona nie było dwie noce i półtora dnia (co oczywiście było przyczyną kolejnych łez), a teraz kicha i musi brać leki.




Bo Kolibek nam spsiał całkiem obgryza patyki...




i śpi w psiej misce :0


A na dodatek pokazuje mi język jak coś od niego chcę


Bo mamy małą Sroczkę zabraną ze stodoły sąsiada, która szuka nowego domku.






Bo nasza Tolusia dwa tygodnie temu powiła sześcioraczki!!! (nie zadziałały tabletki antykoncepcyjne)

Tu jeszcze jako "sześciopak" jak ją pan nazywał... No i wykrakał ;)


W pierwszej dobie



I troszkę starsze




Małe rosną w oczach. Ślepka już maja otwarte i próbują chodzić na czterech łapkach, a nie się czołgać. A futereczko mają mięciuśkie! Są przesłodkie, ale już się boję co będzie za jakieś 2-3 tygodnie jak mi sześć małych tajfunów będzie ganiać po pokoju.

Pięknie dziękuję za komentarze pod poprzednim postem. Ciesze się, że i Wam się chusta podoba.
Jak widzicie zmieniłam trochę blog, ale nie wiem jak mam zrobić "odpowiedz" w komentarzach :/. Gapa ze mnie. Może któraś z Was podpowie. Będę wdzięczna.

środa, 19 września 2012

W sam raz na chłodny dzień i zaproszenie

Chusta wydziergana latem bardzo się przydaje wieczorami, albo w taki dzień jak dziś kiedy pada, wieje, jest szaro, smutno i zimno. Zimno wprawdzie tylko na dworze, bo w domu jest przytulnie i ciepło - rozpaliłam w piecu i owinęłam się chustą a co!

 
Wzór bardzo prosty. Robi się ją od środka więc początek idzie szybko za to koniec... Rzędy długie, coraz dłuższe ;) Chusta wydziergana z czesanego akrylu. Włóczka mięciutka, bardzo "przytulna" i ciepła.


Oczywiście Kolibek też testował :)

 

Za jakiś czas rozgrzewać nas będzie wiśniówka, ale na razie nabiera mocy i smaku w piwnicy.



Dostałam zaproszenie do zaprezentowania swoich prac na V Dolnośląskim Festiwalu Tradycji Dolnego Śląska, który odbędzie się w najbliższy weekend 22-23.09 w Oparze Wrocławskiej. Nasze stoiska będą w foyer. Oprócz rękodzielników mają być miodki i inne dobra z pasieki :D Jeśli ktoś z Was miałby czas to serdecznie zapraszam od godziny 14.00-19.00.  

Chimerko, Kathrine, Edi, Lacrimo Dziękuję za miłe słowa pod poprzednim postem. Ciesze się, że biżu się Wam podoba. A na jarmarku było bardzo fajnie, tylko pogoda szalała ;)

Pozdrawiam wszystkich zaglądających cieplutko w ten deszczowy, zimny dzień.

piątek, 7 września 2012

Między lakierowaniem...

... a innymi pracami wykończeniowymi prac decoupage, a dłubaniem biżuterii wpadam na chwilkę żeby zaprosić Was na jutrzejszy Jarmark Produktu Lokalnego do Strzelina.
To już trzecia edycja i ja tez będę tam po raz trzeci. Jarmark zaczyna się o 10, potrwa do 18 i odbędzie się na uroczym strzelińskim rynku i w jego okolicach. Jak widzicie na plakacie organizatorzy przygotowali wiele dodatkowych atrakcji. Będzie kolorowo i smacznie! Już mi ślinka cieknie na myśl o rewelacyjnych wypiekach prezentującej się na Jarmarku piekarni. Obym tylko mogła na chwile wyskoczyć ze swojego stoiska. To jeszcze w biegu pokażę Wam kila rzeczy które na jarmark przygotowałam i zmykam działać dalej.
Pięknego weekendu!

sobota, 1 września 2012

Mokro...

Rano było rozkosznie mokro i pachnąco. Zrobiłam więc małą rundkę z aparatem.
Zawsze fascynowały mnie kropelki rosy lub deszczu nanizane na pajęcze nitki...


... albo sznury do suszenia prania. Tu wprawdzie pręty suszarki, ale co tam ;)

Mokre płatki i listki, jeszcze zielone.



No i pierwsze jesienne złote liście z wiązu.


Dziś bez zbędnych komentarzy. Wszak cuda przyrody mówią same za siebie :). Tylko czemu czasami jesteśmy na nie ślepi?

Pięknie dziękuję za słowa otuchy i wsparcia pod poprzednim postem Acie, 5.monice, aadze, beci.b, Katharine, MariiPar i Jagodziance. Bardzo to ważne wiedzieć, że są życzliwe osoby, które, czasem z bardzo daleka, ślą pozytywne myśli. Serdeczności dla Was miłe Panie!

Pięknej niedzieli życzę i pozdrawiam cieplutko Jo-hanah

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Powrót

Wracam po długim czasie. Po ciężkim czasie...
W maju po siedmiotygodniowej walce o życie na OIOMie odeszła Mama mojego męża, a dokładnie dwa miesiące później mój Dziadek.
Ciężko się po takich przeżyciach wraca do rzeczywistości, do normalności. Trudno opisać uczucia i odczucia które się przeżywa w takim czasie. Nikomu nie życzę widoku pacjentów OIOMU - rurek, kroplówek, piszczących maszyn, migających monitorów... i w tym wszystkim bliska nam osoba. Koszmar... Żeby nie oszaleć od myślenia dziergałam i czytałam. Nic innego nie byłam w stanie robić.

 Teraz krok po kroku staramy się zacząć normalnie funkcjonować. Kończy się lato, a ja nie wiem kiedy była wiosna. Nawet mój cudowny pobyt nad morzem wydaje mi się kompletnie nierealny. Oglądam zdjęcia i nie chce mi się wierzyć, że byłam tam zaledwie miesiąc temu...
Serdeczności dla Was wszystkich, a szczególnie dla tych którzy o mnie pamiętali i się martwili.
Miłego tygodnia Jo-Hanah