Dziś, mimo pochmurnego nieba, temperatura zrobiła się wreszcie całkiem wiosenna. Ruszyliśmy więc do ogrodu. Zrobiliśmy ognisko ze zwiędłych liści i powycinanych chaszczy. Skowronek śpiewał tak pięknie, że aż zapierało dech. Rok w rok nie mogę wyjść z podziwu, że to maleństwo ma w sobie tak wielki głos niosący światu radosna nowinę o wiośnie!
Sąsiad 2 ogrody dalej siał.... Tak ja się siało dawniej - ręcznie. Zapatrzyłam się na niego jak szedł równym krokiem i rzucał ziarno w ziemie. I aż mi łzy w oczach stanęły ze wzruszenia....
Znalazłam też rozwinięte fiołki, a pąki żonkilowe całkiem spore już są :D Zeszłoroczne orzechy, które przezimowały w górce z liści zaczęły kiełkować. Nie umiałam ich wyrzucić ot tak. Posadzę do doniczek i, zobaczymy, może uda nam się wyhodować orzechowe drzewko od podstaw? :D Fotki porobię jutro.
Taką szkatułkę skończyłam. Miała być prosta i taka trochę surowa....

